Stalinięta straszą, by powrócić - Stanisław Michalkiewicz
Dodane przez cc_admin dnia Czerwiec 26 2010 10:34:44
   Ta socjotechnika jest stara jak świat. Uciekający złodziej głośno krzyczy: “Łapaj złodzieja!” – sugerując, że oto właśnie znajduje się w pierwszym szeregu uczciwych na czele pogoni. Dzięki temu nie tylko nie zostanie złapany, ale przy odrobinie szczęścia może nawet zostać autorytetem moralnym.
Treść rozszerzona
   Ta socjotechnika jest stara jak świat. Uciekający złodziej głośno krzyczy: “Łapaj złodzieja!” – sugerując, że oto właśnie znajduje się w pierwszym szeregu uczciwych na czele pogoni. Dzięki temu nie tylko nie zostanie złapany, ale przy odrobinie szczęścia może nawet zostać autorytetem moralnym.

   Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w “Gazecie Wyborczej” zabrała głos pani Agnieszka Holland, tłumacząc stosunkowo dobry wynik Jarosława Kaczyńskiego tym, że “ogół obywateli najwyraźniej zapomniał, czym była IV RP”. Gdyby czytał to cudzoziemiec, mógłby sobie pomyśleć, że za rządów Jarosława Kaczyńskiego władze dopuszczały się jakichś niesłychanych zbrodni, może nie na miarę holokaustu, z którym – gwoli narzucenia powszechnej opinii przekonania o jego wyjątkowości i bezprecedensowym charakterze – wszelkie porównania są surowo zakazane, ale na przykład na miarę zbrodni komunistycznych, jakich widownią stała się Polska w czasach stalinowskich. Jak wiadomo, terror był wówczas zjawiskiem codziennym, a towarzyszyła mu oszczercza, czarna propaganda, w której – tak się akurat złożyło – specjalizował się ojciec pani Agnieszki, Henryk Holland. Zasłynął on bowiem podówczas z publikacji szkalujących Armię Krajową i jej żołnierzy, którzy – jeśli nie zostali zamordowani, to właśnie gnili w więzieniach. Wprawdzie później, na skutek nieporozumień w klubie politycznych i zwyczajnych gangsterów, jaki stanowiła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, wyskoczył z okna w trakcie rewizji, jaką przeprowadzała u niego ubecja, ale przecież co się wcześniej stało, to się już nie odstanie. Tymczasem IV RP – jeśli nawet tak byśmy nazwali okres rządów premiera Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego – nie tylko na tym tle, ale w ogóle, wygląda szalenie safandulsko. Wprawdzie minister Zbigniew Ziobro rzeczywiście wynalazł tzw. areszt wydobywczy, ale przecież Platforma Obywatelska nie tylko go nie zlikwidowała, ale nawet nabrała doń specjalnego upodobania. Wprawdzie za rządów PiS utworzone zostało Centralne Biuro Antykorupcyjne, któremu od początku byłem i nadal jestem przeciwny – ale przecież PO nie tylko go nie zlikwidowała, a przeciwnie – na żądanie swoich panów gangsterów właśnie rozszerza jego uprawnienia na zbieranie informacji o chorobach, sympatiach politycznych, przekonaniach religijnych, a nawet preferencjach seksualnych obywateli – a więc wiadomości, które z korupcją jako żywo nie mają nic wspólnego. Znakomicie nadają się natomiast do szantażowania obywateli i ich werbowania przez agentów razwiedki. Media donoszą, że zmiany te zostały już zaaprobowane przez Komitet Stały Rady Ministrów, więc tylko patrzeć, jak znajdą się w Sejmie. Przez “ruch w obronie godności”, któremu z przepastnych wyżyn swego autorytetu patronował “drogi Bronisław”, a na którego czele stanęli dwaj utytułowani konfidenci SB, została zneutralizowana groźba lustracji – również na skutek ustawodawczych inicjatyw prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wreszcie jedyną ofiarą śmiertelną w tym okresie była pani Barbara Blida, która zastrzeliła się w przekonaniu, że wszystko zostało wykryte, podczas gdy to tylko strach miał wielkie oczy. I chociaż powołana w celu kanonizacji pani Blidy jako męczenniczki sejmowa komisja śledcza od trzech lat próbuje wykombinować jakiś sposób na obciążenie tym samobójstwem konta IV RP, to przecież niczego konkretnego nie wymyśliła. Tymczasem za premiera Donalda Tuska – że już nawet nie wspomnę o świadkach wieszających się w monitorowanych 24 godziny na dobę celach pod specjalnym nadzorem – w zagadkowej katastrofie pod Smoleńskiem zginęło ponad 90 osób, z prezydentem państwa na czele, a przecież nikt z tego powodu nie bije na alarm ani nie powołuje sejmowej komisji. Widać wyraźnie, że nie tylko na tle okresu stalinowskiego, ale nawet na tle rządów premiera Tuska IV RP prezentuje się safandulsko. Jej rzekoma demoniczność, którą stalinięta próbują dzisiaj straszyć naiwnych, wyrażała się przede wszystkim w gadaniu. “Cóż stąd, że bije? Nikogo nie zabił” – zauważa poeta.

   Tymczasem Agnieszka Holland radzi marszałku Bronisławu Komorowskiemu, żeby “przekonał do siebie elektorat lewicowy”. Ot, na przykład – panią Joannę Senyszyn (née Raulin), przez 20 lat, aż do końca – w PZPR, a obecnie współpracującą z pismem “Fakty i Mity”, w którym znalazł przytulisko również morderca księdza Jerzego Popiełuszki, kapitan SB Grzegorz Piotrowski. On też z całą pewnością ma serce gorejące po lewej stronie, podobnie jak i przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski, nie mówiąc już o pani Agnieszce i całym tym szemranym towarzystwie, które demonizowaniem IV RP, podobnie jak faworyci tych wyborów – podlizywaniem – rehabilitują PRL, torując w ten sposób drogę recydywie komuny.

Stanisław Michalkiewicz

Za: Nasz Dziennik, Piątek, 25 czerwca 2010, Nr 146 (3772)

Bibula Information Service (B.I.S.) - www.bibula.com