Rosyjska gazeta: Wina polskich pilotów oczywista
Dodane przez cc_admin dnia Maj 27 2010 12:37:05
   „Klich faktycznie ogłosił uzgodnione stanowisko wszystkich uczestników badania, iż winę za katastrofę ponoszą tylko piloci” – napisał rosyjski dziennik „Kommiersant” o wypowiedziach przedstawiciela Polski przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) w Moskwie.
Treść rozszerzona
   „Klich faktycznie ogłosił uzgodnione stanowisko wszystkich uczestników badania, iż winę za katastrofę ponoszą tylko piloci” – napisał rosyjski dziennik „Kommiersant” o wypowiedziach przedstawiciela Polski przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) w Moskwie.

   Edmund Klich udzielił wywiadu, który ukazał się we wczorajszej „Rzeczpospolitej” - podobnie jak we wcześniejszych wypowiedziach ekspert wyraził przekonanie, że winę za katastrofę polskiego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia ponoszą piloci.

   „Wczoraj faktycznie podsumowano wyniki półtoramiesięcznego badania okoliczności katastrofy polskiego samolotu nr 1 na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj, w którym zginęli prezydent Lech Kaczyński i inni przywódcy Polski” – napisał dzisiejszy „Kommiersant” o wywiadzie Klicha. „Opinia pana Klicha prawdopodobnie legnie u podstaw oficjalnych wniosków Komitetu” – pisze gazeta, podkreślając, że Klich uczestniczył w badaniu okoliczności katastrofy od pierwszego dnia i miał dostęp do wszystkich materiałów z tym związanych.

   „Należy odnotować, że oświadczenie pana Klicha nie było niespodzianką w badaniach - polski ekspert jedynie poinformował, że zgadza się z wnioskami rosyjskich specjalistów, poczynionymi zaraz po odczytaniu rejestratorów pokładowych rozbitego Tu-154 M o nr 101. Błąd załogi był oczywisty dla ekspertów, gdy tylko odtworzyli chronologię rozwoju niezwyczajnej sytuacji na pokładzie prezydenckiego samolotu” – informuje rosyjski dziennik. Gazeta pisze, że kapitan Tu-154M Arkadiusz Protasiuk poinformował smoleńskiego kontrolera lotów, iż wykona próbne podejście do lądowania – zejdzie do obowiązującej w danym wypadku na Siewiernym 100-metrowej wysokości podejmowania decyzji, spróbuje dostrzec we mgle pas startowy i w zależności od rezultatów będzie kontynuował zniżanie lub odejdzie na drugi krąg.

   „Mniej więcej w tym samym czasie - jak wynika z nagrania czarnej skrzynki, która rejestrowała rozmowy pilotów - w kabinie pojawiła się osoba postronna zidentyfikowana później jako dowódca polskich Sił Powietrznych (generał) Andrzej Błasik. Był on też dowódcą prezydenckich pilotów, gdyż byli oni wojskowymi. Kapitan Protasiuk wypowiedział w tym momencie zdanie: 'Nie zdołamy'. Ewidentnie mówił o perspektywie lądowania. Dowódca w odpowiedzi wyartykułował coś niezrozumiałego. Nagranie - jak twierdzą specjaliści - jest silnie 'zaszumione' z powodu otwartych drzwi do kabiny. Ponadto dowódca prawdopodobnie stał w przejściu, daleko od mikrofonu” - PAP przytacza obszerny fragment z „Kommiersanta”. „Rosyjscy eksperci utrzymują, że na podstawie tonu tego niezrozumiałego zdania można jednoznacznie powiedzieć, iż nie było w nim rozkazu kontynuowania lądowania, a tym bardziej groźby. Wszelako rozkazu zaprzestania zniżania też w nim nie było. W ten sposób stanowisko dowódcy specjaliści interpretują jako 'przyzwolenie' na kontynuowanie manewru” - pisze gazeta.

   „Błąd popełniony przez Polaków - w opinii ekspertów - polegał na tym, że zdecydowali się na zniżanie we mgle na autopilocie, powierzając automatowi kontrolowanie wysokości i kursu. Nawiasem mówiąc, również tej decyzji nie sprzeciwił się doświadczony dowódca Błasik. Następnie, orientując się na dno znajdującego się w dole parowu, piloci błędnie przyjęli, że podchodzą do lądowania na zbyt dużej wysokości i nakazali automatyce podwojenie prędkości zniżania. W efekcie przekroczyli krytyczny punkt 100 metrów i kontynuowali zniżanie” - to kolejny fragment artykułu gazety. „Kommiersant” pisze, że „zdaniem ekspertów, komenda rosyjskiego kontrolera: 'Sto Pierwszy, horyzont!', wymagająca natychmiastowego przerwania zniżania, została wydana, gdy maszyna znajdowała się na wysokości 70-80 metrów nad ziemią i kontynuowała szybkie zniżanie”.

   „Zdaniem ekspertów, komenda rosyjskiego kontrolera: 'Sto Pierwszy, horyzont!', wymagająca natychmiastowego przerwania zniżania, została wydana, gdy maszyna znajdowała się na wysokości 70-80 metrów nad ziemią i kontynuowała szybkie zniżanie” - pisze dziennik. Jak podaje gazeta, piloci zapewne zrozumieli swój błąd i zdecydowali się odejść na drugi krąg dopiero wtedy, gdy samolot skrzydłem skosił koronę pierwszego drzewa. Było już jednak za późno.

   Gazeta pisze, że Klich faktycznie ogłosił uzgodnione stanowisko wszystkich uczestników badania – iż winę za katastrofę ponoszą tylko piloci. Prawdopodobnie legną one u podstaw oficjalnego raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. „Takie stanowisko najwyraźniej zadowoli obie zainteresowane strony” - kończy „Kommiersant”.

jak

Źródło: Netbird.pl    fot: Photoshot/Glinka Agency