Wstępne ustalenia ws. katastrofy pod Smoleńskiem
Dodane przez cc_admin dnia Maj 19 2010 10:30:21
   Rozszyfrowywanie czarnych skrzynek z prezydenckiego tupolewa, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, zostało zakończone. Wykluczono pożar na pokładzie oraz awarie silnika samolotu.

Treść rozszerzona
   Rozszyfrowywanie czarnych skrzynek z prezydenckiego tupolewa, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, zostało zakończone. Wykluczono pożar na pokładzie oraz awarie silnika samolotu.

   „Nie było zamachu, pożaru, wybuchu ani awarii na pokładzie samolotu Tu-154. Silniki maszyny pracowały do momentu zderzenia z ziemią, system TAWS był włączony i przekazywał informacje dla załogi” – powiedziała dziś podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej w moskiewskiej siedzibie agencji Interfax Tatjana Anodina, przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Ze strony polskiej w konferencji uczestniczy szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich.

   Na konferencji przedstawiono najnowsze ustalenia związane z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, do której doszło 10 kwietnia. Śmierć poniosło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią.

   „Zakończyliśmy rozszyfrowywanie czarnych skrzynek i rozmów z wieżą kontroli lotów, oryginały znajdują się w MAK” – powiedziała Anodina. „Wszystkie elementy samolotu znajdują się na specjalnie zabezpieczonym placu” - zaznaczyła.

   „Chciałabym podkreślić wielkie męstwo i powściągliwość emocjonalną polskich specjalistów, którzy słuchali głosów osób, których już wśród nas nie ma” – mówiła przewodnicząca MAK. Jak dodała, szefowie MON i MSWiA. Bogdan Klich i Jerzy Miller odsłuchali nagrania rozmów załogi.

   „Załoga otrzymywała informacje na temat zastępczych lotnisk. W kabinie znajdowały się dwie osoby, które nie były członkami załogi” – poinformowała Anodina. Do tej pory zidentyfikowano głos jednej z nich, ale nie poinformowano, kto to konkretnie. Identyfikacja jest bardzo trudna, ponieważ drzwi do kabiny pilotów były otwarte i dopiero wyodrębniono je za pomocą specjalistycznej aparatury. „Wiemy do kogo należy jeden ze zidentyfikowanych głosów, ale na razie nie możemy tego podać do wiadomości publicznej z powodów etycznych” – powiedziała Anodina. „W najbliższym czasie dokończymy identyfikacje głosu drugiej osoby” – dodała

   Do badania użyto unikatowego oprogramowania. Odbyło się ono w Stanach Zjednoczonych. Wykluczono pożar na pokładzie oraz awarie silnika samolotu. System TAWS również działał bezbłędnie, tak jak system nawigacyjny GSS. Komisja techniczna nie stwierdziła również żadnego ataku terroru. Śledczy określili też dokładny czas katastrofy. Doszło do niej o godzinie 10.41 czasu moskiewskiego.

   Edmund Klich, który zabrał głos po Anodinie, powiedział, że "głosy osób spoza załogi nastąpiły na 16-20 minut przed katastrofą", zaprzeczył jednak, by mogły one mieć jakiś wpływ na dalszy przebieg wydarzeń Klich zapewniał, że polscy przedstawiciele mieli pełny dostęp do wszystkich informacji, a jego przedstawiciele brali udział we wszystkich badaniach i wysłuchaniach - zarówno w Smoleńsku, jak i w Moskwie.

   Członkowie komisji zaznaczali, że ustalenia MAK nie powinny był traktowane jako analiza przyczyn ani wskazanie winnych.

   Aleksiej Morozow, członek komisji ustalającej przyczyny katastrofy, dodał, że załoga polskiego samolotu Jak-40, który wylądował w Smoleńsku wcześniej, poinformowała załogę Tu-154, że widoczność ocenia na 200 m, ale załoga Tu-154 podjęła próbę lądowania. „Po wykonaniu 3 zwrotów wieża powiedziała, że należy podjąć kolejną próbę" – mówił Morozow. Było to na 18 sekund przed zderzeniem z pierwszą przeszkodą, która uszkodziła skrzydło.
Podano wyniki ustaleń co do czasu i miejsca katastrofy. "Przed lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj jest parów i tam nastąpiło pierwsze zderzenie. Czas od pierwszego zderzenia do całkowitej katastrofy samolotu to 6 sekund" - obliczyła MAK. Od pierwszego uderzenia w przeszkody na ziemi - 1100 metrów do pasa startowego - do zniszczenia maszyny minęło 6 sekund, wszystkie systemy i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu - stwierdził MAK.

   Poinformowano również, że wylot z Okęcia nastąpił z opóźnieniem 27 minut. Załoga nie przechodziła przez regularne szkolenia na symulatorze. Była skompletowana kilka dni przed lotem. Na lotnisku w Smoleńsku działały potrzebne systemy, od marca przeprowadzano trzykrotne przeglądy.

Źródło: Netbird.pl    fot: Photoshot/Glinka Agency