Do 20 czerwca 1941
Dodane przez cc_admin dnia Styczeń 31 2006 04:58:29
   Urodziłem się w mieście Ciechanowcu 22 lutego 1917 roku, w domu przy ul. Kilińskiego 9, w rodzinie wielodzietnej. Mój Ojciec - Aleksander Wierciński syn Leona pracował w fabryce włókienniczej, a Matka - Franciszka z Kuzebskich, zajmowała się domem i dziećmi. Byłem najmłodszym z sześciorga dzieci. Gdy w wieku 40 lat (w 1920 r.) zmarła mi mama, miałem tylko 3 lata. Po śmierci matki moja siostra Marianna (mająca wtedy 15 lat) dzielnie mi ją zastępowała. Na nią spadły wszelkie obowiązki domowe - z opieką nad młodszym rodzeństwem włącznie. Kiedy ukończyłem w Ciechanowcu szkołę podstawową, ze względu na trudną sytuację materialną rodziny musiałem niestety opuścić mój dom rodzinny i moje miasteczko, w poszukiwaniu pracy.
   Wyjechałem więc do Warszawy, gdzie znalazłem pracę jako uczeń w piekarni. Po dwóch latach niestety zachorowałem. Lekarz zalecił mi zmianę pracy. Stwierdził, że praca w nocy, wymagająca dużego wysiłku fizycznego, może tylko pogorszyć stan mojego zdrowia.
   Zrezygnowałem z tej pracy i wróciłem do Ciechanowca, do domu. Ponieważ tu także nie było dla mnie pracy, po dwóch miesiącach wyjechałem do Muszyny koło Krynicy (przy granicy z Czechami), gdzie zostałem przyjęty do pracy w młynie. Po około półtora roku ponownie zachorowałem i musiałem zrezygnować także z tej pracy.


W. Wierciński - Muszyna

   Przyjechałem znowu do Warszawy, gdzie mój brat pracował na Żoliborzu, w domu przy ulicy Śmiałej 31 jako lokaj generała brygady, Szefa Departamentu Przemysłu Wojennego, Aleksandra Litwinowicza. Gdy tylko mój stan zdrowia trochę się poprawił, generał Litwinowicz zatrudnił mojego brata jako gońca w Ministerstwie, a mnie na miejsce brata jako swego lokaja.


Warszawa 1935 r.

Warszawa - Żoliborz 1935 r.

Warszawa 1936 r.

Warszawa 1936 r.

Pracowałem u generała Litwinowicza do października 1938 roku, to jest do czasu otrzymania powołania do wojska. Z rekomendacji generała, Komisja Wojskowa skierowała mnie do Czwartego Batalionu Broni Pancernej w Brześciu nad Bugiem. Tu w lipcu 1939 roku ukończyłem szkolenie dla czołgistów i otrzymałem stopień starszego strzelca. Następnie zostałem przeniesiony do Twierdzy Brześć do Kompanii Zmotoryzowanej.


Brześć, 5 kwietnia 1939 r.

Brześć 1939 r.

Brześć 1939 r.

   Kiedy Niemcy we wrześniu 1939 roku napadli na nasz kraj, brałem czynny udział w obronie Twierdzy Brześć. Obrona trwała jednak zaledwie tydzień. Otrzymaliśmy rozkaz wycofania się na wschód. Nasz batalion miał brać udział w obronie Lwowa. Po opuszczeniu Twierdzy Brześć załadowaliśmy się ze sprzętem do pociągu i wyruszyliśmy w kierunku Lwowa. Około 50 kilometrów przed Lwowem okazało się jednak, że tory zostały zbombardowane i pociąg musiał się cofnąć. Niedługo potem nastąpił nalot i bombardowanie naszego pociągu. Dowódca batalionu wydał wtedy rozkaz opuszczenia pociągu i nakazał marsz w kierunku Równego. Do Równego jednak nie doszliśmy, bo przed Równem wojska sowieckie zastąpiły nam drogę. Dowódca wydał więc rozkaz o rozformowaniu batalionu. Mieliśmy małymi grupami, na własną rękę, wracać do domów. Żołnierze podzielili się więc na grupy. Ja dobrałem sobie pięciu żołnierzy i wyruszyliśmy w kierunku Brześcia.
   Gdy doszliśmy do szosy, nadjechały ruskie czołgi. Zatrzymano nas, rozbrojono zabierając karabiny i pistolety i zrewidowano. Dowódca ich powiedział: „Jesteście wolni! Idźcie do domu!”. Ruszyliśmy więc w stronę Brześcia. Po drodze ci z nas, którzy mieszkali w okolicach Brześcia, odchodzili. Zostałem tylko z jednym żołnierzem, który mieszkał w Brześciu. Nie dochodząc do Terespola, natknęliśmy się na Rosjan. Ci akurat właśnie wszystkich Polaków brali do niewoli. W tym miejscu było już zgromadzonych kilka tysięcy osób. Sadzano wszystkich rzędami i nam kazano usiąść. W tym momencie akurat przechodził koło nas ruski oficer. Mój kolega, który znał rosyjski, zwrócił się do niego z prośbą, aby Rosjanie nas puścili, bo mamy już niedaleko do naszej wioski. Oficer popatrzył na nas i powiedział: - „Idźcie do domu!” Wstaliśmy więc i prędko ruszyliśmy w stronę Terespola. Szliśmy polnymi drogami uważając, żeby ponownie nie wpaść w ręce Rosjan. Do Brześcia doszliśmy późną nocą. Ktoś nam powiedział, że pociągi odjeżdżają z dworca do Białegostoku. Rozstałem się więc z kolegą i poszedłem na stację licząc na to, że dostanę się do pociągu.
   Na stacji była kolejka do wejścia, w której ustawiłem się i ja. Porządku pilnował patrol ruski. Do pomieszczenia wpuszczano po 10 osób, więc w końcu przyszła i na mnie kolej. Wpuszczono nas do środka, gdzie zrewidowano nas i wypuszczono drugimi drzwiami na peron, przy którym stał pociąg towarowy. Prowadzono nas do jednego z tych towarowych wagonów. Nie spodobało mi się to wszystko, a że było ciemno, postanowiłem spróbować ucieczki. Stoczyłem się pod wagon. Gdy ci, których prowadzono ze mną znaleźli się już w wagonie, a eskortujący odeszli, przeczołgałem się na drugą stronę toru i przez torowiska poszedłem w kierunku miasta.
   Zobaczyłem światło w oknie jednego domu. Podszedłem, zapukałem, otworzono mi, ale mężczyzna, który otworzył drzwi był niestety z karabinem w ręku. Zrozumiałem, że trafiłem (popadłem) do domu policjanta. Kazał mi siadać, więc usiadłem. Zaczęliśmy rozmawiać. W czasie rozmowy mówi do mnie, że mnie aresztuje. Ale jeszcze mnie spytał, gdzie służyłem w wojsku. Więc mu mówię, że w Brześciu, w Czwartym Batalionie Pancernym. Na to on mówi, że jego brat też służył w tym batalionie.
   Gdy spytałem o jego nazwisko, okazało się, że byłem z nim w jednej drużynie. Kiedy mu to powiedziałem, zapytał mnie czy on żyje. Powiedziałem mu, że żyje i jutro zapewne wróci do domu. Ucieszył się i poczęstował mnie kolacją, a także przenocował. Rano poczęstował mnie też śniadaniem. Podziękowałem mu więc za gościnę i wyruszyłem w drogę do domu, do Ciechanowca.
   Szedłem przez: Białą Podlaską, Konstantynów, Siemiatycze... Po wielu dniach drogi, do Ciechanowca dotarłem 23 października. W domu dowiedziałem się, że mój najstarszy brat Józef Wierciński został rozstrzelany przez NKWD pod Zabłudowem we wsi Folwarki Tylwickie koło Białegostoku. Dowiedziałem się też dopiero, że dokonał się rozbiór kraju pomiędzy Niemców i Sowietów i że Ciechanowiec znajduje się w części okupowanej przez Rosjan.
   W domu był brat Antoni z żoną i ja z nimi zostałem. Zacząłem szukać pracy. W tym czasie Ruscy - z ochotniczej straży pożarnej w Ciechanowcu, zrobili straż zawodową. Zgłosiłem się więc i zostałem przyjęty do straży zawodowej, gdzie pracowałem do 20 czerwca 1941 r.


© Wincenty Wierciński - wszelkie prawa zastrzeżone.