XXX
Dodane przez cc_admin dnia Wrzesień 07 2006 21:50:56
   Miejsce spoczynku sanitariuszki Danuty Siedzikówny „Inki" i por. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka" przez lata pozostawało nieznane. Ich zwłoki najprawdopodobniej zakopano na terenie więzienia.
   Dowódcy bohaterskiej sanitariuszki również zginęli z rąk komunistów. Jedni - tak jak ona - zamordowani „w majestacie prawa" na mocy wyroków „sądów krzywoprzysiężnych". Taki los spotkał majora „Łupaszkę" i porucznika „Mścisława". Inni, tak jak podporucznik „Żelazny", polegli w walce z bronią w ręku. O determinacji w walce prowadzonej przez podkomendnych majora „Łupaszki" i jednocześnie o bezwzględnym stosunku władz komunistycznych do pokonanego przeciwnika wywodzącego się ze środowisk wileńskich, świadczyć może okoliczność, iż spośród grona kadry dowódczej 5 Brygady Wileńskiej (do zastępcy dowódcy szwadronu w dół) przeżyło tylko dwóch oficerów. Także ponad 160 żołnierzy majora „Łupaszki", już po wojnie - oddało życie za niepodległość Polski, wiarę przodków i wolność człowieka. Wśród poległych był też i Henryk Wojczyński „Mercedes", który odniósł śmiertelną ranę w walce z grupą operacyjną UB i MO na szosie Jedwabno-Wielbark. Miejsce jego ostatniego spoczynku, podobnie jak „Inki", pozostaje nieznane ...
   W 2001 roku plac w Sopocie, na którym wzniesiono pomnik Żołnierzy AK, został na wniosek niepodległościowych środowisk kombatanckich nazwany imieniem sanitariuszki „Inki".
   Nadal jednak łatwiej o symboliczne gesty, niż o rzeczywistą sprawiedliwość. Prokurator Wacław Krzyżanowski, który doprowadził do zbrodni sądowej, jaką było skazanie na śmierć nieletniej dziewczyny, żyje do dzisiaj. W aparacie komunistycznego wojskowego wymiaru sprawiedliwości dosłużył się stopnia pułkownika. Obecnie cieszy się „zasłużoną" emeryturą, na którą przeszedł w 1976 roku.
   Choć funkcjonariusze, którzy w 1946 r. obciążali „Inkę", w roku 2000 przyznali iż mówili wówczas nieprawdę, gdyż zostali do tego zmuszeni przez UB, próba rozliczenia pułkownika Wacława Krzyżanowskiego zakończyła się niepowodzeniem. Prokurator postawił mu zarzut podżegania do zabójstwa. Jednak w grudniu 2000 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił go. Sędziowie dali wiarę oświadczeniu Wacława Krzyżanowskiego, że na rozprawie znalazł się przez przypadek - choć w dniu, w którym sądzono „Inkę", występował jeszcze w dwóch sprawach zakończonych wyrokami śmierci. W efekcie uznali, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy prokurator wnosił o wymierzoną karę śmierci! Chyba nie zapoznali się z aktami rozpatrywanej sprawy, gdyż w protokole z rozprawy z dnia 3 VIII 1946 r. zanotowano jednoznacznie: „Prokurator wnosi o wyrok śmierci. Obrońca wnosi o łagodny wymiar kary. Osk[arżo]na w ostatnim słowie prosi o wyrok według uznania sądu". Sąd Najwyższy Izba Wojskowa orzekający w drugiej instancji podzielił wątpliwości Wojskowego Sądu Okręgowego co do zasadności zarzutu i w kwietniu 2001 r. oddalił apelację prokuratora od wyroku Sądu pierwszej instancji. Wprawdzie Sąd Najwyższy ustalił wreszcie, że Krzyżanowski wnosił o karę śmierci dla „Inki", ale stwierdził jednocześnie, że nie można uznać go za winnego zbrodni podżegania do zabójstwa. Sędziowie orzekający w imieniu tej Niepodległej, za którą walczyła i zginęła Danuta Siedzikówna „Inka", wytworzyli stan rzeczy, w którym, inni stalinowscy sędziowie i prokuratorzy mogą czuć się znacznie spokojniejsi i liczyć w przyszłości na podobne „wyroki" za swe zbrodnie. Od razu lepiej poczuł się i pułkownik Krzyżanowski. Choć w wywiadzie radiowym udzielonym przed zapadnięciem wyroku uniewinniającego go przedstawiał się jako ofiara ówczesnego systemu, człowiek, który nie wiedział w czym uczestniczy - itd. (jak dalece brnął w kłamstwie świadczy okoliczność, iż - przypomnijmy - doprowadził do trzech „kaesów" orzeczonych tego dnia!), to po ogłoszeniu korzystnego dla niego wyroku, arogancko stwierdził, że dziewczyna sama była sobie winna, bo wpakowała się w sprawy, od których powinna się była trzymać z daleka!
   Poległ major „Łupaszka", jego oficerowie i żołnierze, wyniszczeni przez komunistów. Los ich podzieliła także 17-letnia sanitariuszka „Inka", dla której „czerwoni" sędziowie nie znaleźli litości. Zadano im śmierć fizyczną, pozbawiono grobów, starano się zadać im także śmierć cywilną - poprzez zohydzenie ich w oczach opinii publicznej. Przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że ponieśli całkowitą klęskę w walce, którą podjęli, że zwyciężyło komunistyczne imperium zła. Stało się jednak inaczej. Sprawa o którą walczył major „Łupaszka" ostatecznie zatriumfowała. Po 1989 r. nastały rządy demokratyczne w Polsce. Ostatnie transporty wojsk sowieckich wyjechały z naszego kraju. Okazało się, że mimo usilnych starań komuniści nie zdołali wymazać ze społecznej pamięci ludzi takich jak major „Łupaszka" i sanitariuszka „Inka". Prawda o ich walce jest stopniowo przywracana. I choć nie udało się w pełni rozliczyć komunistycznych zbrodniarzy, najważniejsze jest, że znów możemy cieszyć się wolnością i demokracją, wartościami, za które „Inka" i jej towarzysze broni oddali życie.


...
Należy jej się pomnik lub przynajmniej obelisk
za to że cała była z mitycznych czasów
kiedy autorzy greccy albo rzymscy
i czytelnicy przy lampce oliwnej lub świecy
pakt zawierali i mocno wierzyli
że obrona wolności jest rzeczą chwalebną
...

Zbigniew Herbert
z wiersza „Mademoiselle Corday"



Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski