18 sierpnia 1945 . Bitwa w Miodusach Pokrzywnych
Dodane przez cc_admin dnia Sierpień 21 2006 10:21:37
   Po przeprawieniu się przez Bug oddziały por. „Zygmunta" i ppor. „Młota" przesunęły się na północny - zachód (teren gminy Ciechanowiec). Pierwszy nocleg wypadł im we wsi Arbasy. Po dwóch dniach, w nocy 17/18 VIII 1945 r. stanęły na kwaterach we wsi Miodusy Pokrzywne. Na wschodnim skraju wsi, od strony majątku Ostrożany zakwaterowana została grupa ppor. „Młota", zaś 1 szwadron zajął resztę wioski. Około godziny 14-tej, gdy miejscowe gospodynie kończyły przygotowywać posiłek dla partyzantów, do kwatery por. „Zygmunta" wpadł podoficer z oddziału „Młota" meldując, że od strony Ostrożan zbliża się oddział przeciwnika. Zarządzono alarm, por. „Zygmunt" z partyzantami 1 szwadronu ruszył do wschodniej części wsi. W tym momencie zerwała się gwałtowna ulewa. Po chwili od strony stanowisk ppor. „Młota", gdzie na ubezpieczeniu stała drużyna kpr. Władysława Poryckiego „Wilka-1", padły pierwsze strzały. Zaraz potem rozpętała się gwałtowna wymiana ognia. Okazało się, że znaczna część grupy operacyjnej schroniła się przed deszczem w pierwszej wielkiej stodole na skraju wioski, gdzie zetknęła się z żołnierzami "Młota". Około 25 żołnierzy grupy operacyjnej zdążyło zająć stanowiska w przydrożnym rowie na skraju wsi, reszta przyjęła obronę w owej stodole i jej bezpośrednim otoczeniu. Dalszy przebieg boju przedstawia relacja por. "Zygmunta":
   „Wybiegliśmy w ośmiu z naszej kwatery, dążąc do tej stodoły. Nie mieliśmy pojęcia, że jest napchana wojskiem. W prawo od stodoły stały chlewy, za którymi odbywała się niewidoczna dla nas walka, którą dowodził „ Wiktor". Z rowu i poprzez dziury w stodole walił do nich nieprzyjaciel. Koło nas znalazł się ppor. „Młot" [...]. Ze stodoły, o kilkadziesiąt kroków od nas, wyskoczyło kilku żołnierzy - zginęli natychmiast. Zza rogu wychylił się bokiem jeden, rzucając granat, który wybuchł nie czyniąc nam szkody. Gdy chciał rzucić drugi, posłałem seryjkę z PPS. Granat wybuchł na miejscu przy rzucającym. Ryknąłem - „Konar", rakietę w stodołę!". Natychmiast stanęła w płomieniach. W środku ginęli ludzie. Przez wrota wypadł ppor. Piwowarski (słynny z „badań" w więzieniu). Mundur palił się na nim i dymił. Nie bardzo przytomny, gasił rękoma. Posłałem serię, upadł bez ruchu. Stanęliśmy za chlewami. Stodoła nie była już groźna. Po chwili z rowu zaczęły bić do nas dwa „Dziekciary" [erkaemy Diegtarierwa]. „Konar", „Krystyna" i ja przywarliśmy do ziemi. „Młot", „Żwirko", dowódca 1 plutonu „Kruk", „Wacek" i pięciu naszych zalegli w płytkich dołkach. Nagle przed nami na równy teren wybiegło dwóch od „Młota" z erkaemem, zajmując stanowisko obok glinianek (doskonała ochrona!). Nie zdążyli wystrzelić, jeden z „Dziekciarów" wykończył obydwóch. Z chlewa na nasze trzy głowy sypały się drzazgi. Seria szła coraz niżej. No, kąt pochylenia przeszkodził w „dokończeniu zadania". Ryknąłem do tych z dołków - „Na obejście!". Zupełnie się nie kryjąc (były możliwości dojścia do glinianek) sierż. „Kruk" i „Wacek" wybiegli na odkryty teren i padli o 10 - 15 metrów od erkaemistów „Młota". „Kruk" drgnął jeszcze, celna seria z rowu dobiła [go]. Skoczył „Żwirko" i „Puchacz", kilkoma seriami z glinianek uspokoili najbliższy, zabójczy erkaem (mieli „półmauzerówkę" Bergmanna [MP-43] i PPSz-ę). Drugi uciekł wraz z załogą. Dostali od strony „Wiktora". Z rowu wyskoczyli dwaj cywile w kapeluszach (prokurator i sędzia) biegnąc do pola z owsem. Jeden padł natychmiast, drugi grzał dalej z czarna teczką [w ręku]. Chwyciłem od „Stasia" (ciężko ranny później) austryjacki kb. Mój PPS nie donosił. Wystrzeliłem raz. Sędzia do owsa nie dobiegł. Od „Wiktora" zaczęto wołać - „Nie strzelajcie, walicie po nas!" - to strzelała reszta z rowu. Odpowiedzieliśmy, że to nie my. Walka trwała dalej. Stanąłem tuż przy zaczynającym się palić chlewie, okryty gałązkami gęstego drzewka. W tym momencie huknął strzał. Gałązka nad skronią spadła ścięta kulą, zrobiło mi się zimno. Później gorąco. To była kula dla mnie. Wola Boska. Ten sam snajper z lornetką położył w ciągu walki trzech moich żołnierzy strzałami w czoło! „Dziadźkę" - „Orkana", erkaemistę „Gołębia" i „Pikusia" na kartoflisku. Chlewy płonęły wraz ze stodołą jak stos. Kryjąc się za zabudowaniami ruszyłem wraz z „Konarem" i „Krysią" na kartoflisko - pole walki „Wiktora". Za nami posuwał się „Młot" [...]. Stanęliśmy za chatą oglądając pole walki. W tym momencie czapka leżącego w kartoflach „Pikusia" podskoczyła w górę. „To w łeb" - powiedział spokojnie „Młot". [...] Wróg dalej ostrzeliwał przez drogę, „pilnowany" z glinianek przez „Żwirkę" i „Puchacza". Koło palącej się chaty po tej stronie drogi ciężko ranny „Harłapan" z okrzykiem - „Nie dajcie się chłopcy!" - dostrzelił się z pistoletu. Zaciągnąłem drużynę i omijając palące się zabudowania zająłem stanowiska w rowach koło „Żwirki" i „Puchacza". Gospodarze dzielnie walczyli z ogniem, lokalizując pożar - około jedna trzecia wioski spłonęła.
   Nieprzyjaciel - 15-tu, po wystrzelaniu amunicji, podnosił ręce do góry. Rzucali broń i wyszli z rowu na naszą stronę [drogi]. „Żwirko" z „Puchaczem" podeszli do plutonowego o bolszewickiej mordzie. Ktoś krzyknął - „Uwaga na granat!". Plutonowy rzucił obronny granat pomiędzy nich. Przywarliśmy wszyscy do ziemi. Granat wybuchł nie czyniąc nikomu szkody. Bolszewik zmarł natychmiast. Podbiegł do nas młody kapral - „ja wasz, ja z wami!" - przejęty śmiercią najlepszych żołnierzy, którzy jeszcze leżeli koło nas, nie domyśliłem się, że to zdrajca Fijałkowski. I tak wszyscy zginęli - 15-tu. Razem 61 nieprzyjaciół. Uratował się tylko konny goniec majora Gribko [...]."

   Z kolei dowódca 62 Dywizji NKWD tak informował swych przełożonych o walce w Miodusach: „18.8.1945 r. Rejon pojawienia się bandy [sic] Smarklice - Ostrożany [...] Miodusy Dworaki bielskiego powiatu. Dla likwidacji bandy wysłano 2 bataliony 267 pułku pod dowództwem kpt. D[...] na samochodach, kompanię automatczyków [fizylierów] 267 pułku, dywizyjną szkołę [w sile] 142 ludzi i kompanię 1 p[ułku] piechoty Wojska Polskiego. Dla kierowania operacją zorganizowana została grupa z zastępcą dowódcy dywizji pułkownikiem Riezinkinem. Według danych 267 pułku [WW NKWD] banda [licząca] do 200 ludzi pod dowództwem „Zygmunta" otworzyła ogień ze wsi Miodusy Pokrzywne do 4 kompanii 267 pułku dowodzonej przez st. lejt. AMIELINA przeprowadzającej operację aresztowania elementów bandyckich [sic]. Kompania podjęła walkę z bandą i prowadziła ją do 18.00. Prawdopodobnie o 13.00 18.8.45 r. z pomocą kompanii przyszedł pluton 1 pp Wojska Polskiego przeprowadzający operację w tymże rejonie. W czasie walki banda kilkakrotnie atakowała kompanię, przy czym dochodziło do walki wręcz. W rezultacie walki ze składu osobowego 4 kompanii zabito 16 ludzi i raniono 3 ludzi, w tej liczbie zabity został dowódca 4 kompanii st. lejtnant AMIELIN, pom[ocnik] instruktora MBP mjr GRIBKOW, [...] lejtnant GAWRIUSZYN. Straty w broni: ręcznych karabinów maszynowych - 3, karabinów - 7, pistolet - 7. Pluton pp Wojska Polskiego stracił 1 / ludzi [zabitych], rannych 5 ludzi. W czasie walki od ognia karabinów maszynowych amunicją zapalającą spłonęły 22 budynki, 8 koni, 7 krów, 20 owiec. Po przybyciu posiłków 2/267 pułku banda odeszła w kierunku północnym, zabierając ze sobą zabitych i rannych".
   Po dwóch godzinach walka, mająca bardzo zacięty charakter, została zakończona. Grupa operacyjna majora Gribko uległa całkowitemu zniszczeniu dopiero po wystrzelaniu amunicji i wyrzuceniu wszystkich granatów (partyzanci nie zdobyli ani jednego!). Sam major Gribko bronił się do końca (martwy, ściskał w zaciśniętej ręce Waltera z wystrzelanym magazynkiem). Jeńców nie brano, sowieci i ubecy, którzy przeżyli walkę zostali na miejscu rozstrzelani.

Zdjęcia - od góry: por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt", ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", ppor. Władysław Łukasiuk "Młot".


Kadra 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK. Podlasie, lato 1945 r. Stoją od lewej: NN „Chmiel", por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt", NN, ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor"; z lewej pochylony sierż. Zygmunt Kuczyński „Kruk"; siedzą: Alicja Trojanowska „Krystyna", NN.

Drużynowi 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK. Podlasie, lato 1945 r. Od lewej: sierż. Józef Babicz „Żwirko", poległ 17 lutego 1947 r. w walce z UB, KBW na kolonii Kiełpińca (gmina Sterdyń), plut. Roman Cieślik „Puchacz".

Grupa żołnierzy 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK. Podlasie, lato 1945 r. Stoją od lewej: plut. Roman Cieślik „Puchacz", kpr. Ryszard Łubrzyc „Harłapan", Roman Rogucki „Mucha", NN „Lot", Wanda Minkiewicz „Danka", Franciszek Kurcewicz „Łoś", Antoni Twarogal „Lipa"; klęczy: kpr. Janusz Rybicki „Kukułka"; leżą od lewej: Stanisław Romańczuk „Staś", Władysław Kendyśl „Tarzan", NN.


Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski