Władysław Łukasiuk "Młot" jako człowiek i żołnierz
Dodane przez cc_admin dnia Lipiec 20 2006 13:07:51
Władysław Łukasiuk "Młot" jako człowiek i żołnierz

   Najsłynniejszy partyzant Podlasia był człowiekiem starszym od swych podkomendnych (rocznik 1906), o znacznie większym doświadczeniu życiowym, na które składały się: służba wojskowa przed wojną, prawdopodobna praca w wywiadzie państwowym przeciw komunistom w okresie międzywojennym, założenie rodziny - żona i troje dzieci, służba konspiracyjna w ZWZ-AK od lutego 1940 r., zaś od października 1944 r. w partyzantce - początkowo na czele własnego patrolu, potem w drużynie dyspozycyjnej Obwodu AK-AKO Bielsk Podlaski i oddziale "Szumnego". Kolejne awanse: sierż. pchor. (VI 1945 r.), ppor. czasu wojny, (15 VIII 1945 r.), por. (X 1946 r), kpt. (11 XI 1947 r.). Za zasługi bojowe został odznaczony przez Komendę Białostockiego Okręgu AK Krzyżem Walecznych.
   Przez blisko pięć lat utrzymywał się w polu na czele oddziału, a potem zgrupowania oddziałów partyzanckich, pomimo niezwykle trudnej sytuacji i miażdżącej przewagi wroga, który miał do dyspozycji nie tylko aparat przemocy państwa komunistycznego, ale i Wojska Wewnętrzne NKWD. Władysław Łukasiuk był człowiekiem solidnym, odpowiedzialnym, mającym przy tym świetny instynkt partyzancki. Wyróżniała go mocno zarysowana osobowość i bardzo silny charakter.
O jego charakterze świadczy np. stosunek do alkoholu - w latach 1944 - 1945 r., gdy dowodził niedużym pododdziałem, ulegał czasem słabości i "sięgał po kieliszek". Z chwilą wzięcia na swe barki odpowiedzialności za duży zespół ludzki, narzucił sobie ogromną dyscyplinę i nie pił. Bardzo się w tym względzie kontrolował. Odbiciem jego rzetelności w sprawach codziennych jest drobiazgowo prowadzona księgowość 6 Brygady Wileńskiej AK (nie było mowy o lekkomyślnym szafowaniu ciężko zdobywanymi środkami finansowymi). Był dobrym terenoznawcą, bodaj czy nie lepszym od samego majora "Łupaszki". Przez lata prowadził osobiście oddział po rozległych, często nieznanych sobie terenach, korzystając z mapy. Nie zdarzało się, aby się pomylił i zabłądził. Charakteryzowała go też odwaga osobista, jego obecność na pierwszej linii walki była w zasadzie regułą.
   Z nielicznych zachowanych dokumentów wynika, że Władysław Łukasiuk cały czas troszczył się o rodzinę, która narażona była na represje bezpieki. Jego żona Jadwiga, pomimo iż nie należała do organizacji podziemnej i zajmowała się wychowaniem dzieci, została skazana na 10 lat ciężkiego więzienia.
   Pomimo kalectwa - "Młot" miał sztywną lewą nogę - zawsze maszerował z oddziałem, tylko niekiedy dosiadał konia lub korzystał wraz z całym oddziałem z podwody. Chodził zawsze w mundurze Wojska Polskiego, na głowie nosił miękką rogatywkę - polówkę. Jego ulubioną bronią był dziesięciostrzałowy karabin SWT (był dobrym strzelcem, wolał karabin od skutecznego tylko na krótki dystans pistoletu maszynowego). Na pasie w kaburze nosił na ogół niemieckie Parabellum P-08 kalibru 9 mm.
   Z pozornie niewyróżniającego się niczym szczególnym terenowego dowódcy niskiego szczebla, w ciągu kilku lat "wyrósł" na najwybitniejszego partyzanta Podlasia. Jego autorytetowi ulegali najlepsi żołnierze i konspiratorzy Podlasia, zdecydowani na kontynuowanie zbrojnej walki o niepodległość po amnestii lutowej 1947 r. - kpt. "Huzar", por. "Brzask", plut. "Sokolik", plut. "Ryg" i inni. Wspomnieliśmy już, że cenił go i bardzo się z nim liczył sam major "Łupaszka".
   Jeden z jego podkomendnych z lat 1945 - 1948, plut. Rajmund Drozd "Mikrus" tak wspominał swego dowódcę od ludzkiej strony: "Znałem tego człowieka krótko [przez trzy lata - KK i TŁ], lecz w takich sytuacjach, które mogą upoważniać do wydawania sądu sprawiedliwego zgodnie z własnym sumieniem. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że był sprawiedliwym, choć surowym, ale tego wymagała sytuacja i warunki w jakich działał. [Ö] Był też nieprzejednanym wrogiem wszystkiego, co zalatywało komuną i zdradą narodową. Proszę pomyśleć: ile oddziałów dotrwało do połowy 1948 roku? Oddziałów złożonych z ludzi niekoniecznie pochodzących z tych terenów... Pada często zarzut, że kpt. "Młota" stosunek do ludności białoruskiej zamieszkującej Podlasie był wrogi. Nic głupszego nie mogła głosić komuna, jeżeli w szeregach Vl-tej Brygady Wileńskiej AK będącej pod dowództwem kpt. "Młota" służyli żołnierze tej narodowości. [...] Był przebiegłym i ostrożnym jak lis. [...] Dbał o swoich ludzi, nie szastał ich zdrowiem i wysiłkiem. Nigdy nie przemęczał niepotrzebnymi przemarszami bez uzasadnienia potrzebą, kiedy nie było zagrożenia, twierdząc, że przemęczony żołnierz nie jest zdolny do walki i stawiania oporu. [...] Był też świetnie opanowanym, nigdy nie wybuchał gniewem. Byłem tego świadkiem niejednokrotnie. Miał też i swoje słabostki. Choć nie pił alkoholu, to za to palił namiętnie papierosy. No i lubił grać w brydża; to była jego druga namiętność. Kiedy tylko skompletował czwórkę partnerów, to już szła gra na całego i tutaj nieraz unosił się nerwami. Jednym słowem lubił karty, ale to była jedyna rozrywka, jaką mogliśmy dysponować ..."
   Raz jeszcze należy podkreślić, że kpt. "Młota" charakteryzował poprawny stosunek do ludności, bez względu na pochodzenie narodowe, stanowe, czy religijne. W oddziale, rekrutującym się głównie z ludności wiejskiej i małomiasteczkowej, służyli zgodnie zarówno żołnierze pochodzenia drobnoszlacheckiego jak i włościańskiego; w tym także prawosławni. Dbałość o ludność (przejawiająca się m.in. w skutecznym zwalczaniu bandytyzmu i złodziejstwa), dyscyplina panująca w 6 Brygadzie, a także konsekwencja w walce z kolejnymi okupantami sprawiły, że jeszcze za życia stał się wśród ludności Podlasia postacią niezwykle popularną, można powiedzieć - legendarną. Wśród podkomendnych był niezwykle lubiany i szanowany - jeden z nich wspominając go po latach powiedział: " ... może lepszy był dla mnie jak mój własny ojciec, może dzięki niemu przeżyłem ...".
   Z kolei władze komunistyczne przez pół wieku budowały oszczerczą "czarną legendę" "Młota", której pokłosie zbieramy do dzisiaj. Jak niedorzeczne były oskarżenia miotane na "Młota" przez komunistycznych historyków, publicystów i różnych "pismaków" świadczyć może chociażby przytoczony poniżej cytat ze "wspomnień" opisujących rzekome zatrzymanie przez "Młota" pociągu ... pod Ostrołęką: "[...] Przed naszym wagonem ustawiono w szeregu 11 oficerów, w tym jednego sowieckiego. Nadszedł dowódca grupy. Był w randze majora, miał suchą, skrzywioną twarz, jasne oczy i wykrzykiwał głośne, krótkie komendy. Zwróciłem uwagę, że utykał na jedną nogę. Oficerów poprowadzono w głąb lasu, a kilkunastu żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego rozebranych do bielizny, wróciło do wagonów. [...] ... był to major "Młot", człowiek bezwzględny, były przedwojenny wachmistrz pułku ułanów z Mińska Mazowieckiego, ranny w kampanii wrześniowej. Rodzinę jego wywieźli sowieci na Sybir. Mścił się. Rozstrzeliwać kazał wszystkich oficerów Ludowego Wojska Polskiego, nie wyłączając lekarzy i weterynarzy."
   Ten absurdalny, pełen kłamstw cytat, pochodzi z książki dr Wadiusza Kiesza pt. "Od Boremla do Chicago" wydanej w Starachowicach w ... 1999 r. (!!!). Opisana akcja nie miała w rzeczywistości miejsca, "Młot" nie "chodził" nigdy pod Ostrołękę, z zasady nie zabijał jeńców z LWP, ale dla rzekomego "naocznego świadka wydarzeń" fakty nie mają żadnego znaczenia. Z kolei w redakcyjnym artykule pisma "Dziś" nr 6/2000 (!!!) opisano, jak to w akcji 13 XII 1946 r. "Uprowadzono 8 robotników i 2 żołnierzy WP do Kamieńczyka, gdzie poddano ich wymyślnym torturom, a następnie w bestialski sposób (rąbano siekierami) zamordowano." Chodzi tu o likwidację 8 współpracowników UBP i 2 żołnierzy KBW skierowanych do pracy w PUBP Sokołów Podlaski przy fałszowaniu wyborów. Nikt tych ludzi nie torturował i nie rąbał siekierami, zostali po prostu zastrzeleni. Ciała uległy uszkodzeniu, gdy po trzech dniach odrąbywała ich od lodu grupa operacyjna KBW i UBP. Cóż zatem można powiedzieć o publikacjach wydawanych za komuny? Zawarta w nich skala kłamstw i oszczerstw jest po prostu nieprawdopodobna!
   Dla współczesnych historyków kpt. Władysław Łukasiuk "Młot" jawi się po latach urzędowych kłamstw jako ktoś doprawdy niezwykły. Podejmując próbę scharakteryzowania go, można o nim śmiało powiedzieć: dobry obywatel, odważny żołnierz, świetny oficer obdarzony charyzmą i naturalnymi zdolnościami przywódczymi, a także - a może przede wszystkim - uczciwy i szlachetny człowiek. Nie zawahał się stanąć w obronie wartości najwyższych - niepodległości swej Ojczyzny, wiary przodków i wolności człowieka, choć przyszło mu walczyć z dwoma najstraszniejszymi, nieludzkimi systemami - hitleryzmem i komunizmem.

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski