W 6 Brygadzie Wileńskiej AK
Dodane przez cc_admin dnia Lipiec 19 2006 18:17:10
W 6 Brygadzie Wileńskiej AK

info od admina: na razie po "włamie na stronę" pewne elementy nie działają jeszcze prawidłowo, ale trzeba to przeczekać do pojawienia się nowej wersji. Cierpliwie więc czytajcie i "przewijajcie" proszę ten artykuł, bo jeszcze nie doszedłem o co chodzi, a tematów jest więcej. Później to poprawię.

   Dowódcą 6 Brygady do października 1946 r. pozostawał stary konspirator i partyzant ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", który służbę partyzancką rozpoczął jeszcze w okresie okupacji niemieckiej na Wileńszczyźnie. Zamierzeniem tego świetnego dowódcy było jednak nie tyle kontynuowanie walki z nowym okupantem, ile raczej doprowadzenie do zakończenia jej w zorganizowany, godny sposób (komuniści jednak nie wzięli tego pod uwagę, skazali go na karę śmierci i zamordowali w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie). Władysław Łukasiuk "Młot" początkowo pełnił funkcję jego zastępcy, odpowiedzialnego za organizację zaplecza oraz kontakty z miejscowymi strukturami konspiracyjnymi Zrzeszenia WiN. Stopniowo jednak odgrywał coraz większą rolę w dowodzeniu tą jednostką partyzancką, przejmując po kilku miesiącach jej dowództwo. Gdy w październiku 1946 r. ppor. "Wiktor" został bezterminowo urlopowany, major "Łupaszka" właśnie "Młotowi" powierzył funkcję dowódcy 6 Brygady Wileńskiej. Trzeba dodać, że "Łupaszka" kilkakrotnie osobiście dowodził działaniami 6 Brygady Wileńskiej - miało to miejsce zwłaszcza zimą 1947 r. (między innymi w zwycięskich walkach pod Olszewem, Tosiami i Wólką - Okrąglik). Obaj partyzanccy dowódcy świetnie się rozumieli i wzajemnie szanowali. Major "Łupaszka" bardzo sobie cenił "Młota", czego dowodem są dwukrotne awansy przyznane "Młotowi" na jego wniosek przez komendę eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK, do stopnia porucznika w październiku 1946 r. i do stopnia kapitana w listopadzie 1947 r.
   Struktura 6 Brygady Wileńskiej w poszczególnych okresach jej działalności ulegała poważnym zmianom i przekształceniom. W 1946 r. jej wewnętrzny podział organizacyjny wyglądał następująco:

















dowódcappor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor" (do 18 X 1946 r.).
ppor./kpt Władysław Łukasiuk "Młot",
"Młot II" (od 18 X 1946 r).
I zastępcappor./kpt Władysław Łukasiuk "Młot II", "Młot" (do 18 X 1946 r.).
II zastępca
(d.s. organizacji terenu)
sierż./ppor. Władysław Wasilewski "Grot" (do III 1947 r.).
oficer do zadań
specjalnych i kurier
ppor. Antoni Wodyński "Odyniec"
1 szwadronsierż. Janusz Rybicki "Kukułka" (szwadron rozwiązano jesienią 1946 r.).
2 szwadronppor. Walerian Nowacki "Bartosz"
3 szwadronst. sierż. Józef Babicz "Żwirko" (od 5 V 1946 r.)
patrol żandarmeriippor. Antoni Borowik "Lech"
zwiad konnysierż. Wacław Michniewicz "Zagłoba"

   W latach 1946 - 1948 podstawową jednostką organizacyjną 6 Brygady Wileńskiej był kadrowy pododdział określany jako szwadron, o liczebności nie przekraczającej na ogół 30 żołnierzy. Szwadrony operowały samodzielnie na wyznaczonych terenach działania, spotykając się na okresowo zarządzanych koncentracjach. Całość sił podlegających "Młotowi", operujących w polu, z bronią w ręku, na ogół nie przekraczała 100 żołnierzy. Do tego dochodziła "siatka terenowa", licząca setki ludzi w szeregu powiatów Podlasia po obu stronach Bugu. Początkowo oddziały partyzanckie 6 Brygady Wileńskiej, współdziałając z lokalnymi strukturami WiN, nie budowały sobie własnego zaplecza konspiracyjnego, ograniczając się się do zorganizowania kilku "baz" terenowych. Jednak już jesienią 1946 r. "Młotowi" podporządkowały się aktywa poakowskiego Obwodu Sokołów Podlaski. Na ich bazie utworzono konspiracyjny obwód o kryptonimie "Jezioro", dowodzony przez ppor. Józefa Małczuka "Brzaska" (obwód ten stanowił "rezerwę" 6 Brygady Wileńskiej). Oprócz sieci placówek zorganizowanych w 5 ośrodkach konspiracyjnych, Obwód "Jezioro" dysponował dwoma patrolami partyzanckimi - w tym słynną grupą plut. Kazimierza Wyrozębskiego "Sokolika". Szereg punktów organizacyjnych utworzył "Młot" także w powiecie Bielsk Podlaski, głównie w oparciu o konspiratorów AK-WiN.
   Po amnestii 1947 r. "Młot" rozpoczął budowę własnej sieci konspiracyjnej także na terenie innych powiatów. W maju 1947 r. podporządkował mu się dowódca grupy partyzanckiej z terenu powiatu Wysokie Mazowieckie, kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar", który obecnie organizował ten teren jako zaplecze 6 Brygady Wileńskiej. Z czasem kpt. "Huzar" zaczął odgrywać coraz poważniejszą rolę w funkcjonowaniu brygady, stając się z po pewnym czasie zastępcą, a także następcą "Młota". Ponadto własną sieć terenową "Młot" budował w powiatach: Bielsk Podlaski, Mińsk Mazowiecki, Węgrów, Ostrów Mazowiecka a nawet Biała Podlaska i Radzyń Podlaski.
   Nazwa 6 Brygady Wileńskiej została rozciągnięta wówczas także na wszystkie rezerwy terenowe zbudowane przez "Młota". Struktura oddziałów lotnych i rezerw konspiracyjnych 6 Brygady Wileńskiej wyglądała w latach 1947- 1948 następująco:
































dowódca- por./kpt. Władysław Łukasiuk "Młot", ("Młot II")
zastępca- kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar"
kurier i oficer dyspozycyjny- ppor. Antoni Wodyński "Odyniec"
dowódca żandarmerii- ppor. Antoni Borowik "Lech"
oficer sztabu bez przydziału- ppor. Henryk Wieliczko "Lufa"
oficer sztabu bez przydziału- ppor. Witold Buczak "Wujo", "Ponury" (skierowany w XII 1947 r. z oddziału "Huzara")
d-ca rezerw w Obwodzie
Sokołów Podlaski
- ppor. Józef Małczuk "Brzask"
d-ca rezerw w Obwodzie
Bielsk Podlaski
- plut. Eugeniusz Korzeniewski "Ryg"
oficer ds. łączności z siatką
terenową w pow. siedleckim i mińskim
- ppor. Mieczysław Moskwiak "Szofer"
d-ca rezerw w pow. Siedlce- ppor. Czesław Skup "Szpieg" (1947 r.)
d-ca rezerw w pow. Węgrów
i Mińsk Mazowiecki
- ppor. Janusz Kotowski "Mściciel" (1947 r.)
2 szwadron- ppor. Walerian Nowacki "Bartosz" (rozbity czerwiec - lipiec 1948 r.)
3 szwadron- ppor. Antoni Borowik "Lech" (rozbity w maju 1948 r.)
oddział "Huzara"- kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar"
patrole Obwodu "Jezioro"- plut. Kazimierz Wyrozębski "Sokolik" (rozbity w połowie 1948 r.)
   Czesław Marciniak "Szary" z Patrykoz (patrol przyboczny por. "Brzaska" w 1947 r.)
patrol siedlecki - ppor. Janusz Kotowski "Mściciel" (grupa ta "wykoleiła się" i działała "na dziko", została rozbita przez UBP 7 X 1947 r.)

   Według niektórych źródeł oddział "Huzara" przemianowany został na 1 szwadron, zaś sokołowski patrol "Sokolika" - na 4 szwadron. Trzeba też dodać, że od lata 1948 r. por. "Huzar" pełnił oficjalną funkcję zastępcy dowódcy 6 Brygady Wileńskiej.
   Żołnierze oddziałów 6 Brygady Wileńskiej dowodzonej przez kpt. "Młota", zarówno wywodzący się z kresów jak i miejscowi podlasiacy, prezentowali wysoki poziom ideowy i dyscyplinę. "Młot" zwracał na to szczególną uwagę. Wzorowa dyscyplina w połączeniu z poprawnym stosunkiem oddziałów "Młota" do ludności cywilnej sprawiała, iż były one niezwykle popularne wśród mieszkańców podlaskich wiosek. Nawet władze komunistyczne w sporządzanych przez siebie dokumentach zwracały uwagę na ich wybitnie ideowy (polityczny) charakter. W szczególności kadra średniego szczebla w oddziałach "Młota" składała się z najlepszego elementu żołnierskiego, prezentującego wysokie morale. "Młot" miał pełne zaufanie do podległych sobie dowódców grup i patroli, szczególnie wysoko zaś cenił kpt. "Huzara", któremu powierzył funkcję swego zastępcy - i następcy. Funkcje dowódcze, zwłaszcza dowodzenie pododdziałami, powierzał w ręce ludzi odpowiedzialnych, na których mógł pod każdym względem polegać. Raz jeden tylko zdarzyło się, że kilka osób z kadry w rażący sposób zawiodło zaufanie "Młota". Chodzi tu o grupę tzw. "Korwinowców" z powiatu siedleckiego, którzy w 1947 r. zeszli na złą drogę, dopuszczając się pod szyldem organizacji rabunków. W efekcie "Młot" był zmuszony wydać na nich wyrok śmierci; zanim jednak zdołał go wykonać, zostali rozbici przez UB.
   Z różnych materiałów i relacji wynika, iż "Młot" świetnie znał swych podkomendnych i cieszył się wśród nich ogromnym autorytetem. Szeregowi żołnierze 6 Brygady, wyłącznie ochotnicy, pochodzili z różnych środowisk, oddziałów i struktur podziemnych. W pierwszym rzędzie należy wymienić tu akowców wywodzących się z Kresów (Wileńszczyzna, Nowogródczyzna, Grodzieńszczyzna i Polesie). Zarówno mjr "Łupaszka", jak i kpt. "Młot" uważali ich za najlepszych i najpewniejszych żołnierzy. Poza nimi w 6 Brygadzie największy odsetek partyzantów stanowili mieszkańcy powiatów Bielsk Podlaski, Sokołów Podlaski, Siedlce, Wysokie Mazowieckie, a nawet Biała Podlaska. Ogromna większość z nich była narodowości polskiej i wyznania rzymskokatolickiego. Trzeba jednak podkreślić, że oprócz katolików w szeregach oddziałów "Młota" trafiali się także pojedynczy ochotnicy wiary prawosławej. "Młot" często korzystał także z kwater i "melin" w wioskach prawosławnych (m.in. na koloniach Rogawki, Zajęcznik i w Kobylich Górach; kolonie Rogawki były nawet miejscem koncentracji Brygady w październiku 1946 r.). Trzeba podkreślić, że charakteryzował go obywatelski stosunek do żołnierzy i ludności, bez względu na pochodzenie i wyznanie. Dodajmy, że zwalczając bandytyzm, tępił także szajki rabusiów gnębiqce wioski zamieszkałe przez ludność prawosławną. Znamienne, że wędrując na przestrzeni wielu lat po Podlasiu i rozmawiając o okresie powojennym ze starymi mieszkańcami, także w wioskach zamieszkałych przez prawosławnych, odnotowaliśmy dobrą pamięć o "Młocie".
   Ważnym elementem kształtującym społeczny odbiór "Młota" i jego oddziałów u ludności Podlasia, był sposób wymierzania sprawiedliwości osobom, które zawniły wobec społeczeństwa lub organizacji niepodległościowej. W 6 Brygadzie Wileńskiej istniał sąd polowy, o zmieniającym się składzie osobowym rekrutowanym z doświadczonych żołnierzy o wyrobionej i silnej osobowości, rozpatrujący sprawy osób oskarżonych o działalność agenturalną na rzecz NKWD i „bezpieki" oraz przestępców pospolitych. Zasadność wydawanych wyroków musiała być potwierdzona przez zeznanie kilku świadków, odnotowywane protokolarnie. Jeden z pododdziałów kpt. "Młota", dowodzony przez ppor. "Lecha", spełniał rolę żandarmerii, zajmując się głównie zapewnieniem bezpieczeństwa ludności w terenie. Grupa ta zwalczała nie tylko komunistyczną agenturę, ale przede wszystkim złodziei, rabusiów i bandytów (ludzi nakładających na ludność bezprawne kontrybucje, dopuszczających się morderstw, gwałtów i rabunków - często pod szyldem organizacji podziemnych). Trzeba bowiem z przykrością stwierdzić, iż lata wojny i komunistycznego bezprawia zdemoralizowały wielu ludzi o słabych charakterach, którzy kierując się niskimi pobudkami, starali się drogą rabunku wzbogacić kosztem słabszych. Ludzie ci nie mieli nic wspólnego z konspiracją niepodległościową. Wieloletnia propaganda komunistyczna przypisywała jednak zbrodnie pospolitych przestępców żołnierzom konspiracji niepodległościowej. Liczne dokumenty wytworzone w 6 Brygadzie Wileńskiej AK wskazują dobitnie, jak konsekwentnie „Młot" ścigał takich właśnie rabusiów i złodziei. Równie ważne było zwalczanie funkcjonariuszy UB, ich agentów oraz donosicieli. Ludzie ci za "judaszowskie srebrniki" stawali się sprawcami niezliczonych tragedii i cierpień swych współbraci i rodaków. Musimy jednak dodać, iż "Młot" był bardzo rozważnym dowódcą i zawsze bardzo wnikliwie rozpatrywał sprawy współpracowników komunistycznego aparatu represji. Tylko w sprawach ewidentnych donosicieli, którzy doprowadzili do poważnych tragedii, stosował najwyższy wymiar kary. Wina osoby podlegającej sądowi partyzanckiemu musiała być potwierdzona, najlepiej protokolarnie, przez kilku świadków. W razie ich braku "Młot" często odstępował od wymierzenia kary śmierci. Sposób postępowania wobec oskarżonych obrazuje dosyć dobrze raport funkcjonariusza plutonu operacyjnego KP MO w Bielsku, plut. Mieczysława Koca. Człowiek ten 12 II 1946 r. został ujęty przez patrol partyzancki i doprowadzony do oddziału 6 Brygady Wileńskiej, gdzie wszczęto przeciw niemu dochodzenie. Jak pisze sam M. Koc: - [...] zabrali mnie i poprowadzili za rzekę Bug, do bandy gdzie wówczas się stacjonowała, szliśmy tak do rana ze 20 km. Gdy zaprowadzili do bandy, która składała się z około 100 osób, pod dowództwem "Młota", po zameldowaniu dowódcy, że ja zostałem przyprowadzony, tenże wydał rozkaz dla żandarmerii, by przeprowadzili dochodzenie, którzy mnie bili pytając gdzie ja brałem udział w akcjach przeciw bandzie, ile zabiłem, kogo spaliłem, wszystko mieli zapisane w aktach u siebie. [...] Przeprowadzali dochodzenie przez cały czas aby mnie zastrzelić, lecz trzeba było podpisów 5, a zgłosiło się tylko 3, którzy mnie znali co ja robiłem i gdzie brałem udział, lecz nikt nie chciał podpisać wyroku śmierci, wówczas mnie wypuścili i kazali chodzić z nimi bez broni [...]". Mimo informacji o winie ujętego (zabijał ludzi i palił gospodarstwa podejrzanych o udział w podziemiu) zabrakło wymaganej ilości świadków by skazać go na karę śmierci. Ponieważ nie można było go zwolnić, gdyż za dużo zobaczył podczas pobytu w oddziale, zatrzymano go w Brygadzie, on zaś przy pierwszej okazji uciekł i zgłosił się do służby w macierzystej jednostce MO. Każdemu, kto będzie oskarżał "Młota" i jego ludzi o bezmyślną krwiożerczość i pochopne szafowanie wyrokami śmierci, warto przypominać tę historię.
   Dzięki sprawiedliwemu postępowaniu "Młot" zyskał ogromne zaufanie ludności zamieszkałej po obu stronach Bugu. Przykładem takiej właśnie ufności w sprawiedliwość "Młota" może być zachowany w archiwach list PPR-owca z Sarnak, niejakiego Żaka, który starał się przekonać słynnego dowódcę, że miejscowi członkowie partii są ludźmi zupełnie nieszkodliwymi. Pisał on miedzy innymi: „Do Pana Komendanta „Młota". Mając na względzie dobro Ojczyzny oraz to, iż w tak ważnych dla wszystkich szczerych Polaków czasach jakie są obecnie, niniejszym zwracam się do Pana z uprzejmą prośbą o przesłuchanie mnie celem wyjaśnienia sytuacji o istnieniu PPR na terenie gm. Sarnaki. Bardzo proszę o wyznaczenie miejsca. Gdzie mam się do Pana udać, okazicielowi niniejszego, na którego w tej sprawie mam zaszczyt się powołać. Wielki czas, aby nareszcie przestał się bać Polak Polaka i zrozumieć się, gdyż w ten sposób tylko będzie można odróżnić właściwych "judaszów" oraz tych, którzy pod płaszczykiem różnych organizacji maltretują spokojną ludność. Definitywnie PPR na terenie Sarnak już dawno nie istnieje i istnieć nie będzie, tak samo jak żaden z byłych pepeerowców uważam nikomu nie szkodzi i nie szkodził, gdyż po zapoznaniu się z celami zasadniczymi tej partii, każdy zdrowo myślący Polak usuwa się jak najszybciej. Wrogiem dla Pana nigdy nie byłem i nie będę, gdyż pańskie stanowisko jest stanowiskiem 80% Narodu Polskiego [...]. Jakabykolwiek była Pańska decyzja w stosunku [do] mnie, krył się nie [będę, nigdy się] nie kryłem i nie będę i oddaję się całkowicie do Pańskiej dyspozycji. Proszę o uwzględnienie mej prośby. Z poważaniem /-/ Żak. Wyjaśnienia te zostały zapewne sprawdzone i okazały się przekonywujące, bo wspomniany Żak nie został zlikwidowany, ani też ukarany w jakiś inny sposób.
   Donosicieli nie obciążonych jeszcze poważnymi winami "Młot" pouczał lub skazywał na karę chłosty - likwidował tylko w ostateczności. Niestety, nie zawsze można było być pobłażliwym. Gdy został aresztowany i zamęczony w śledztwie zastępca "Młota" z okresu okupacji niemieckiej - Gregorczyk "Bonawentura" (żołnierze KBW i ubecy przypalali go ogniem, wlewali mu do gardła benzynę i bili tak, że połamali mu kości, a ciało dosłownie "odpadało"), "Młot" kazał zlikwidować ludzi odpowiedzialnych za tę tragedię. Zginęło kilku donosicieli z Mężenina i okolic, w tym dwóch miejscowych nauczycieli - informatorów PUBP w Siedlcach. Dzisiaj ktoś - np. z grona ich rodzin - może opowiadać, jacy to byli z nich sympatyczni ludzie i zastanawiać się, czy aby nie potraktowano ich zbyt surowo. W odpowiedzi na takie stawianie sprawy możemy jedynie przypomnieć los "Bonawentury" i setek innych osób, które w wyniku działalności takich szpicli przeszły przez piekło śledztwa i więzień UB, znajdując kres swej drogi w bezimiennym "dole śmierci", lub wychodziły po latach z więzienia ze zniszczonym zdrowiem i zrujnowanym życiem.
   Żołnierze "Młota" byli wyposażeni i wyekwipowani na wzór Wojska Polskiego, a co najważniejsze - obowiązywała ich także ściśle wojskowa dyscyplina. Zwarte pododdziały zawsze używały mundurów WP. Dowództwo dbało, by oddział wyglądał porządnie. Tylko żołnierze żandarmerii, ze względu na specjalny charakter zadań, używali dość powszechnie strojów cywilnych. Trzeba dodać, że żandarmeria 6 Brygady częścią swych sił operowała w polu, zaś część miała zamelinowaną przy pomocy "siatki" w wioskach (korzystała także z usług "siatki" w poszczególnych bazach - placówkach). Wielka dbałość o umundurowanie charakteryzowała podległą "Młotowi" grupę "Huzara". Większość jego podkomendnych występowała w świetnie dopasowanych mundurach, koalicyjkach i butach "oficerkach". W patrolach Obwodu Sokołów Podlaski - "Jezioro" dowolność strojów była znacznie większa. 6 Brygada Wileńska była jednostką świetnie uzbrojoną. Większość partyzantów posiadała broń maszynową lub automatyczną, a także broń krótką. Nadwyżki pochodzące głównie ze zdobyczy ukrywano w konspiracyjnych schowkach i magazynach, wydobywając je tylko w razie potrzeby (nie jeden taki magazyn kryje się zapewne do dzisiaj w lasach, na polach czy na strychach podlaskich gospodarstw).
   To, że oddziały "Młota" przez tyle lat utrzymały się w terenie walcząc z całą machiną państwa komunistycznego, stało się możliwe głównie dzięki sprawiedliwemu postępowaniu i dobremu stosunkowi do ludności, która widziała w nich swych obrońców przed bezprawiem "bezpieki" i bandami rabunkowymi. Zdajmy sobie sprawę, że bez tego poparcia żaden oddział nie byłby w stanie utrzymać się w polu przez tyle lat! Wieś widziała w "Młocie" i jego podkomendnych jedynych obrońców przed terrorem i bezprawiem władz komunistycznych, a także przed spodziewaną kolektywizacją rolnictwa, której wszyscy się bali - wiedząc, że przyniesie - tak jak w Rosji - głód, terror, masowe aresztowania i śmierć.
   Trzeba też jednak dodać, iż długotrwała działalność "Młota" była możliwa dzięki poprawnemu i umiejętnemu układaniu sobie stosunków z innymi konspiracyjnymi organizacjami niepodległościowymi występującymi po obu stronach Bugu. Oddziały "Młota" współdziałały zarówno z oddziałami partyzanckimi i strukturami konspiracyjnymi WiN-u, jak i podziemia obozu narodowego (NZW i NSZ). Niekiedy operowały wspólnie z siedleckim oddziałem "Pogoń" dowodzonym przez kpt. Henryka Hebdę "Korwina" (m.in. 2 VII 1946 r. w walce z NKWD, UB i KBW pod Łosicami ), walczyły też razem z oddziałem PAS NZW kpt. Romualda Rajsa "Burego" (rozbicie 28 IV 1946 r. grupy operacyjnej UB i KBW pod Muzyłami oraz ciężkie walki w rejonie Czochaniej Góry i Śliwowa 30 IV 1946 r.). Trzeba też powiedzieć, iż "Młot" potrafił szybko i skutecznie reagować, gdy inne grupy lub organizacje zaczynały łamać zasady poprawnego współdziałania lub stosunku do ludności (m.in. rozbroił kilka takich grup w powiecie Bielsk Podlaski).
   Do najpoważniejszych operacji bojowych oddziałów "Młota" należy zaliczyć ciężkie walki prowadzone wspólnie z oddziałem PAS NZW "Burego" w pow. Wysokie Mazowieckie w kwietniu 1946 r. (Muzyły, Śliwowo - Czochania Góra), opanowanie Łosic i ciężkie walki z operacją przeciwpartyzancką w rejonie tego miasteczka w lipcu 1946 r., rozbicie szeregu posterunków MO jesienią 1946 r. (m.in. Sterdyń, Kosów Lacki, Prostyń, Łapy, Łosice), likwidację 8 tzw. "robotników z Chodakowa" i 2 żołnierzy KBW w grudniu 1946 r. (wszyscy oni byli oddelegowani do pracy w PUBP Sokołów Podlaski przy fałszowaniu wyborów), rozbicie posterunków MO w Międzylesiu, Brańsku, Wyszkach, Klukowie i Nurze zimą i wiosną 1947 r., rozbicie garnizonu ochraniającego most na Bugu w marcu 1947 r., opanowanie Wisznic i Rossoszy oraz walkę pod Utrówką w czerwcu 1947 r. oraz rozbicie grupy operacyjnej KBW pod Krynicami w lipcu 1947 r. W 1948 r. oddziały "Młota" stoczyły szereg ciężkich i krwawych walk z obławami i grupami operacyjnymi UB i KBW, podczas których poległo wielu partyzantów, a kilka oddziałów uległo zniszczeniu.
   Po rozbiciu głównych sił brygady wiosną - latem 1948 r. kpt. "Młot" raz jeszcze podjął próbę sformowania większej jednostki polowej, łącząc niedobitki 2 szwadronu "Bartosza" z oddziałem "Huzara" (łącznie około 30 żołnierzy w zwartym oddziale). Na ich czele stoczył kilka dalszych walk z obławami w powiecie Bielsk Podlaski. Jednak już w okresie września - października 1948 r. oddział ten podzielony został na małe patrole, które miały większe szansę przetrwania zimy w warunkach bezustannych obław i operacji przeciwpartyzanckich prowadzonych przez UB i KBW.
   Jak wygląda bilans działalności bojowej oddziałów partyzanckich kpt. "Młota"? Na przestrzeni lat 1946 - 1949 oddziały 6 Brygady Wileńskiej wykonały blisko 250 akcji bojowych. Stoczyły około 50 walk i potyczek z siłami "bezpieczeństwa", wykonały 35 różnego rodzaju zasadzek, rozbiły nie mniej niż 30 posterunków MO i placówek UBP, przeprowadziły 6 akcji na pociągi, 15 akcji na urzędy gminne, 55 akcji na spółdzielnie, 10 akcji "rozbrojeniowych", kilkadziesiąt akcji "przeciwbandyckich" oraz 35 innych akcji, głównie "porządkowych" i na różne obiekty gospodarcze. Zlikwidowały wielu funkcjonariuszy UB, współpracowników "resortu bezpieczeństwa" oraz bandytów z szajek rabunkowych (grup takich zlikwidowano bardzo wiele, "Młot" jednak niechętnie szafował krwią ludzką i zazwyczaj karał rabusiów solidnymi batami i nakazem wyjazdu na inny teren).
   Przez oddziały "Młota" przewinęło się łącznie około 300 żołnierzy walczących w polu z bronią w ręku (nie licząc setek uczestników siatki terenowej). Ponad 140 zginęło w walce, w katowniach UB lub przed lufami plutonów egzekucyjnych. Pozostali w większości przeszli przez okrutne śledztwa i odbyli wieloletnie wyroki więzienia. Spośród dowódców pododdziałów podlegających "Młotowi" nie przeżył ani jeden. Stało się tak, jak zapisano w jednej z ulotek 6 Brygady - do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów.

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski