Wspólna walka Kresów i Podlasia o niepodległość.
Dodane przez cc_admin dnia Lipiec 18 2006 08:25:24
Wspólna walka Kresów i Podlasia o niepodległość

   Podlasie ma długą, patriotyczną tradycję walki o niepodległość Polski. Pokolenia naszych przodków dawały dowody przywiązania do Państwa Polskiego i do wolności, chwytając za broń w kolejnych wojnach w obronie granic i w powstaniach narodowych. Walka o całość państwa, a potem o odzyskanie niepodległości kosztowała naród polski wiele ofiar. Po dziesiątkach tysięcy poległych bohaterów tych zmagań nie zachował się nawet ślad mogił - pozostają dziś jedynie w naszej pamięci, jako ci, którzy uratowali naszą narodową tożsamość i wiarę przodków. Musimy mieć świadomość, że to dzięki ich ofierze odzyskiwaliśmy utraconą niepodległość.
   W dziejach Ziemi Podlaskiej kilkakrotnie zdarzało się, że o wolność walczyli tu ramię w ramię wraz z miejscowymi ochotnikami także żołnierze polscy przybyli z daleka, z Kresów wschodnich. Tak było w 1772 r. podczas wojny w obronie Konstytucji Trzeciego Maja i w Powstaniu Kościuszkowskim 1794 r., gdy oddziały polskie wycofywały się z kresów pod naporem Moskali w kierunku Warszawy. Tak było również podczas Powstania Listopadowego 1831 r., gdy po klęsce korpusu generała Giełguda przez Podlasie przesunęły się resztki oddziałów wileńskich - i w Powstaniu Styczniowym w latach 1863-1864, gdy Podlasie stało się bazą słynnych kresowych partii (oddziałów) Kobylińskiego, Wróblewskiego, braci Ejtminowiczów i Barancewicza. W osiemdziesiąt lat później historia powtórzyła się, na Ziemi Podlaskiej tak jak wówczas walczyli ramię w ramię polscy kresowi żołnierze spod znaku "brygad wileńskich AK" i miejscowi partyzanci. Kresowiacy znaleźli się na Podlasiu po klęsce akcji "Burza" i rozbrojeniu przez Armię Sowiecką oddziałów AK pod Wilnem w lipcu 1944 r. Wyłapywani i niszczeni przez formacje NKWD i "Smiersz", przedzierali się na tereny leżące na zachód od "linii Curzona", by tu dalej walczyć o wolność Polski - tym razem z nowym, sowieckim okupantem i rodzimymi zdrajcami, którzy zaprzedali się Stalinowi. Najsłynniejszym dowódcą prowadzącym kresowych żołnierzy do boju przeciw komunistom okazał się major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", który już w latach okupacji hitlerowskiej stał się postacią legendarną, słynącą z brawurowych działań przeciw Niemcom. Teraz, od lata 1944 r, gdy na nowo odtwarzał i organizował swe oddziały na Podlasiu, oprócz przybyszów z dalekich kresów związali z nim swe losy liczni akowcy znad Bugu i Narwi, znad Nurca i Liwca.
   Jednym z nich był Władysław Łukasiuk "Młot". On to właśnie, obok osoby majora "Łupaszki", stał się symbolem niezłomnego patriotyzmu i konsekwencji w walce z obydwoma okupantami. Po aresztowaniu "Łupaszki" przejął komendę nad wszystkimi pozostającymi jeszcze w polu oddziałami, nawiązującymi do chlubnej tradycji brygad wileńskich. Połączenie czynników kresowych z lokalnymi czynnikami podlaskimi doprowadziło do powstania niezwykle interesującej i zarazem skutecznej w działaniu formy organizacyjnej, jaką była struktura konspiracyjna dowodzona przez kpt. Władysława Łukasiuka "Młota" i jego zastępcę, a od połowy 1949 r. następcę - kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara". W oddziałach "Młota", noszących dumną nazwę 6 Brygady Wileńskiej AK, coraz mniej było Wilniaków i ludzi pochodzących z Kresów, "wykruszali się" oni bowiem na przestrzeni lat, ginąc w kolejnych walkach z NKWD, UB i KBW. Ich miejsce zajmowali coraz liczniej miejscowi podlascy ochotnicy. I choć zginął major "Łupaszka", choć poległa większość kadry przybyłej wraz z nim z Wileńszczyzny, legenda i tradycja brygad wileńskich trwała na Podlasiu jeszcze przez wiele lat. Stało się tak za sprawą Władysława Łukasiuka "Młota", syna Ziemi Podlaskiej.
   Warto przypomnieć, kim był ten niezwykły człowiek, tym bardziej, że komuniści poprzez prowadzoną przez dziesięciolecia "czarną propagandę", przedstawiali "Młota" i jego żołnierzy w zupełnie nieprawdziwy, kłamliwy sposób. Można powiedzieć, że chcieli zabić ich po raz drugi - tym razem w świadomości społecznej. Warto uświadomić sobie, że już propaganda moskiewskiego zaborcy przedstawiała naszych bohaterów powstań narodowych, ludzi których marzeniem i celem była niepodległa Polska wolna od obcych wpływów, jako "szajki" przestępców lub co najmniej szkodliwych szaleńców. Po osiemdziesięciu latach w podobny sposób o żołnierzach Polskiego Państwa Podziemnego wyrażały się oficjalne dokumenty niemieckiego okupanta. Po zakończeniu wojny ten propagandowy atak w nikczemny sposób kontynuowali komuniści, określając żołnierzy AK i NSZ właśnie jako "bandytów". Do swej akcji propagandowej zaprzęgli sprzedajnych historyków, publicystów, artystów i pisarzy, mających na zamówienie komunistycznej partii PPR-PZPR zbudować nowy, zafałszowany obraz historii Polski - "na pomieszanie dobrego i złego", tak jak pisał o tym w swym wierszu jeden z dwudziestowiecznych poetów emigracyjnych.
   Zastanówmy się i spróbujmy sami odpowiedzieć na pytania, na ile ta niegodziwa propaganda osiągnęła cel wyznaczony jej przez komunistycznych zdrajców Ojczyzny? Warto zadać sobie to pytanie właśnie tu, na Podlasiu, które obecnie - po utracie naszych ziem kresowych zagarniętych przez wschodniego zaborcę, same stało się kresami współczesnej Polski, w której obecnie żyjemy.

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski